Jasło Parafia Matki Bożej Częstochowskiej

Upadek wielkiej miłości

Miłość Historia naszego małżeństwa była banalna. Wielka miłość, która jest ślepa na wszystko. Nie widzi się wtedy wad swego partnera, a po ślubie przychodzi czas otrzeźwienia i człowiek się załamuje. Piotr był wspaniałym chłopcem, gdy go poznałam. Taki kolorowy ptak, z którym nigdy nie jest nudno. Związaliśmy się na zasadzie przeciwności charakterów. Ja — racjonalna, wyważona, analizująca każde swoje działanie, on — wieczny Piotruś Pan, który swoje winy zacierał w przeprosinach, czułościach.

Wszystko układało się pozornie dobrze, do chwili przyjścia na świat Klary. Piotr nie potrafił się odnaleźć w roli ojca. Znikał z domu. Myślałam, że się zmieni, w miarę upływu czasu zwiąże się emocjonalnie z dzieckiem. Ale później było coraz gorzej. Mój mąż był bardzo zdolnym architektem. Miał wszelkie dane, aby wybić się w swoim zawodzie, wziąć na siebie utrzymanie rodziny. Ja skończyłam studia chemiczne i zostałam na uczelni. Chciałam pracować naukowo, to była moja pasja.

Ale sprawy potoczyły się inaczej. Piotr związał się z podejrzanymi osobnikami, zaczął robić z nimi ciemne interesy, zaniedbywać swoją pracę. W końcu stracił etat w dobrze prosperującej pracowni architektonicznej.

Potem było już tylko gorzej. Alkohol i hazard. Początkowo wyglądało to niewinnie. Wyskoki alkoholowe tłumaczył interesami, przepraszał, przynosił kwiaty, prezenty. Klarę zasypywał zabawkami. Myślał, że swoją nieobecność w domu zrekompensuje podarunkami.

Wkrótce doszły do mnie wieści o zdradach Piotra. I znowu ten sam scenariusz: zaprzeczał, kajał się. Aż do czasu spotkania kobiety, z którą się na pewien czas związał. Wyprowadził się z domu. Wpadał jedynie po to, aby odwiedzić Klarę. Najboleśniejsze było to, że ja go nadal kochałam i gotowa byłam wybaczyć mu wszystko. On dobrze o tym wiedział i wykorzystywał to.

Po roku nieudanego romansu wrócił do nas. Postawiłam pewne warunki — szukanie stałej pracy, leczenie się z alkoholizmu. Zgodził się na wszystko. Razem z nim chodziłam na terapię antyalkoholową, wynajdowałam mu oferty pracy. Myślałam, że idzie ku dobremu, ale niepokoiły mnie tajemnicze telefony, po których zawsze gdzieś wychodził. Tłumaczył, że musi z czegoś żyć. Zaproponowałam, aby korzystał z moich zarobków, dopóki nie znajdzie pracy. Nie chciał o tym słyszeć. Wszystkie proponowane oferty pracy uwłaczały jego możliwościom. Po pewnym czasie przerwał terapię, twierdząc, że już jest wyleczony. Nie trzeba było długo czekać, aby zaczął znowu pić. I tak niepostrzeżenie wszystko wróciło do punktu wyjścia.

Od pewnego czasu zauważyłam, że z domu znikają cenne rzeczy. Twierdził, że nie ma z tym nic wspólnego. Zaczęłam go śledzić. Okazało się, że traci pieniądze w kasynie. Jakieś typy spod ciemnej gwiazdy zaczęły nachodzić nasz dom, żądając oddania długów. Piotr zmienił się, ale na gorsze. Był wobec mnie agresywny i wulgarny. Nie mogłam sobie z tym wszystkim poradzić. Wpadłam w depresję. Zaczęłam zaniedbywać pracę, dziecko. W końcu zwolnili mnie z pracy dydaktycznej na uczelni. Znalazłam jakiś mało płatny etat, ale z trudem mogłam podołać obowiązkom.

Punkt kulminacyjny nastąpił podczas I Komunii św. Klary. Chciałam, aby było uroczyście. Już w kościele zaczęły się stresy. Piotr przyszedł na Mszę św. podpity. Starałam się to ukryć. Prosiłam, aby wyszedł z kościoła. Poszedł i gdzieś przepadł. Dla rodziny zrobiłam uroczysty obiad. Oni, znając moje trudności, obdarowali Klarę pieniędzmi i złotem w monetach. Cieszyłam się, że dziecko będzie zabezpieczone. Ukryłam nasz skarb. Gdy po kilku dniach chciałam go ulokować w banku, okazało się, że wszystko zniknęło. — Edycie jeszcze dzisiaj na wspomnienie tej chwili zmienia się twarz, załamuje głos, nie może ukryć łez. — Widzi pani — podejmuje po chwili — te emocje jeszcze po tylu latach we mnie nie wygasły. Pomyślałam wówczas, jak podłym trzeba być człowiekiem, aby zrobić coś takiego własnemu dziecku. Zrozumiałam, że to koniec. Muszę z nim zerwać jakiekolwiek kontakty, bo inaczej on nas zniszczy. Po wielkiej awanturze wyrzuciłam go z domu. Chciałam zatrzeć po nim wszelki ślad. I udało się. Piotr jeszcze kilka razy dzwonił, starając się nawiązać kontakt z Klarą, ale wkrótce słuch po nim zaginął.

Ucieczka w bezdomnośćBezdomny

— Dalej to już moja historia, którą najlepiej sama opowiem — do rozmowy włącza się Klara. Mówi cichym, spokojnym głosem, pozbawionym emocji. — Początkowo, gdy ojciec odszedł, poczułam ulgę. Zapanował spokój. Po kilku latach zaczęłam odczuwać jego brak i straszny żal, że nie byłam dla niego ważna, że nigdy nie zatęsknił za mną. Z czasem jego twarz zacierała mi się w pamięci. Aż do chwili wycieczki klasowej. Wyjeżdżaliśmy w góry i na peronie dworca zobaczyłam koczującego na ławce mężczyznę. Był brudny, w wymiętym ubraniu, przy nim stały wypchane, poszarpane reklamówki. Twarz miał starą, zniszczoną. Spojrzeliśmy na siebie... i poznałam go. To był mój ojciec. Przestraszyłam się i wmieszałam w grupę koleżanek. Przez całą wycieczkę nie mogłam zapomnieć tego spotkania. Wstydziłam się, że mam ojca lumpa. A może to nie on — myślałam. Postanowiłam, że muszę to sprawdzić. Poszłam na dworzec. On tam był. Spał na ławce. Kilka razy podchodziłam do niego i się cofałam. Uciekłam. Chciałam go wymazać z pamięci. Nie potrzebował cię — uspokajałam siebie — wybrał takie życie, to ma karę — myślałam mściwie. Ale jakiś głos do mnie mówił: Przecież to twój ojciec i potrzebuje pomocy. Mamy nie chciałam w to mieszać, bałam się, że znów popadnie w depresję. Jeszcze kilka razy kręciłam się w pobliżu dworca, aż w końcu postanowiłam: Muszę się dowiedzieć prawdy o jego sytuacji.

Spotkałam go w poczekalni. Kręcił się przy barze. Podeszłam do niego. Był zaskoczony i zawstydzony. Przekonywał mnie, że to tymczasowy stan, że jest na jak najlepszej drodze do zmiany swego życia. W końcu się załamał i przyznał do swojej bezdomności. Kilka razy odwiedzałam go na dworcu. Przynosiłam mu jedzenie, dawałam jakieś drobne sumy pieniędzy. Dużo ze sobą rozmawialiśmy. Wiedziałam, że ojciec się zmienił. Jego uwagi były mądre. Czuł się winny i nie miał nadziei na odkupienie swoich win.

Wieczór wigilijny

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Nie wyobrażałam sobie, abym mogła siedzieć w ciepłym domu, jeść potrawy wigilijne, a na dworcowej ławce siedzi mój ojciec. Zebrałam się na odwagę i powiedziałam o wszystkim mamie. Była wstrząśnięta i nie chciała o tym ze mną rozmawiać. Na drugi dzień sama podjęła rozmowę. Przekonywała, że załatwi tacie ośrodek opieki, ale ona nie chce mieć z nim nic wspólnego. Tłumaczyłam jej, że ojciec jest już innym człowiekiem, że powinna mu wybaczyć. — Jak ty możesz się modlić — w końcu wybuchnęłam — przecież odmawiając „Ojcze nasz”, mówisz: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jeżeli nie potrafisz przebaczyć, to nie masz prawa przystępować do Komunii św. A ja i tak pójdę na Wigilię na dworzec do ojca — zakończyłam.

 

— W tej chwili moja córka mnie zawstydziła i dała dobrą lekcję — wtrąca Edyta. — Przemogłam się i sama odszukałam Piotra. To była bardzo trudna rozmowa. Zaprosiłam go do nas na święta. Był wzruszony i poruszony. W wieczór wigilijny przyszedł schludnie ubrany, z kwiatkami. Nigdy nie zapomnę szczęśliwych oczu Klary, wzruszenia mojego i Piotra. To był niezapomniany wieczór, który pozwolił nam rozpocząć nowe życie.

 

Dziś mija rok od tamtych chwil. Jesteśmy razem. Próbujemy odbudować nasze małżeństwo. Piotr rzeczywiście jest innym człowiekiem. Chodzimy razem na terapię do klubu AA. Mąż nie pije, pomaga mi w firmie. Nie jest ze wszystkim tak różowo, jak się wydaje. Mieliśmy i nadal przechodzimy bardzo trudne chwile, ale gdy się ma dobrą wolę i uczucie scalające nas, wszystko można pokonać. I gdy się ma tak mądrą i dojrzałą córkę jak Klara — śmieje się, obejmując dziewczynę.


 

Artykuł pochodzi z biblioteki opoki.

Autor Iwona Galinska

Słowo na dziś

22 styczeń 2026

EWANGELIA NA CO DZIEŃ
  • Piątek, 23 Stycznia : Pierwsza Księga Samuela 24,3-21.
    Zabrał Saul trzy tysiące wyborowych mężczyzn z całego Izraela i wyruszył na poszukiwanie Dawida i jego ludzi naprzeciw Skały Dzikich Kóz. I przybył Saul do pewnych zagród owczych przy drodze. Była tam jaskinia, do której wszedł, by okryć sobie nogi, Dawid zaś znajdował się wraz ze swymi ludźmi w głębi jaskini. Ludzie Dawida rzekli do niego: «Właśnie to jest dzień, o którym Pan powiedział tobie: Oto Ja wydaję w twe ręce twojego wroga, abyś z nim uczynił, co ci się wyda słuszne». Dawid powstał i odciął po kryjomu połę płaszcza Saula. Potem jednak zadrżało serce Dawida z powodu odcięcia poły należącej do Saula. Odezwał się też do swych ludzi: «Niech mnie broni Pan przed dokonaniem takiego czynu przeciw mojemu panu i pomazańcowi Pańskiemu, bym miał podnieść rękę na niego, bo jest pomazańcem Pańskim». Tymi słowami Dawid powściągnął swych ludzi i nie pozwolił im rzucić się na Saula. Tymczasem Saul wstał, wyszedł z jaskini i udał się w drogę. Powstał też i Dawid i wyszedłszy z jaskini zawołał za Saulem: «Panie mój, królu!» Saul obejrzał się, a Dawid rzucił się twarzą ku ziemi oddając mu pokłon. Dawid odezwał się do Saula: «Dlaczego dajesz posłuch ludzkim plotkom, głoszącym, że Dawid szuka twej zguby? Dzisiaj na własne oczy mogłeś zobaczyć, że Pan wydał cię w jaskini w moje ręce. Namawiano mnie, abym cię zabił, a jednak oszczędziłem cię, mówiąc: Nie podniosę ręki na mego pana, bo jest pomazańcem Pańskim. Zresztą zobacz, mój ojcze, połę twego płaszcza, którą mam w ręku. Skoro uciąłem połę twego płaszcza, a ciebie nie zabiłem, wiedz i przekonaj się, że we mnie nie ma żadnej złości ani zdrady, ani też nie popełniłem przeciw tobie przestępstwa. A ty czyhasz na życie moje i chcesz mi je odebrać. Niechaj Pan dokona sądu między mną a tobą, niechaj Pan na tobie się pomści za mnie, ale moja ręka nie zwróci się przeciw tobie. Według tego, jak głosi starożytne przysłowie: „Od złych zło pochodzi”, moja ręka nie zwróci się przeciw tobie. Za kim to wyruszył król izraelski? Za kim ty gonisz? Za zdechłym psem, za jedną pchłą? Pan więc niech będzie rozjemcą, niech rozsądzi między mną i tobą, niech wejrzy i poprowadzi moją sprawę, niech obroni mnie przed twoją ręką!» Kiedy Dawid przestał tak mówić do Saula, Saul zawołał: «Czy to twój głos, synu mój, Dawidzie?» I zaczął Saul głośno płakać. Mówił do Dawida: «Ty jesteś sprawiedliwszy ode mnie, gdyż odpłaciłeś mi dobrem, podczas gdy ja odpłaciłem ci złem. Dziś dałeś mi dowód, że mi dobro świadczyłeś, kiedy bowiem Pan wydał mnie w twoje ręce, ty mnie nie zabiłeś. Przecież jeżeli ktoś spotka swego wroga, czy pozwoli na to, by spokojnie dalej szedł drogą? Niech cię Pan nagrodzi szczęściem za to, co mi dziś uczyniłeś. Teraz już wiem, że na pewno będziesz królem i że w twojej ręce utrwali się królowanie nad Izraelem».

Rozważania

22 styczeń 2026

Bezpłatna elektroniczna prenumerata Czytań dostępna jest pod adresem: https://mateusz.pl/czytania/prenumerata/
  • Czytania na czwartek, 22 stycznia 2026

    Czwartek II tydzień zwykły

    (1 Sm 18, 6-9; 19, 1-7)

    Gdy Dawid wracał po zabiciu Filistyna, kobiety ze wszystkich miast wyszły ze śpiewem i tańcami naprzeciw króla Saula, przy wtórze bębnów, okrzyków i cymbałów. I zaśpiewały kobiety wśród grania i tańców: "Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy". A Saul bardzo się rozgniewał, bo nie podobały mu się te słowa. Mówił: "Dawidowi przyznały dziesiątki tysięcy, a mnie tylko tysiące. Brak mu jedynie królowania". I od tego dnia Saul patrzył na Dawida zazdrosnym okiem. Saul namawiał syna swego, Jonatana, i wszystkie sługi swoje, by zabili Dawida. Jonatan jednak bardzo upodobał sobie Dawida. Uprzedził więc Jonatan Dawida, mówiąc: "Ojciec mój, Saul, pragnie cię zabić. Od rana miej się na baczności; udaj się do jakiejś kryjówki i pozostań w ukryciu. Tymczasem ja pójdę, by stanąć przy mym ojcu na polu, gdzie ty się będziesz znajdował. Ja sam porozmawiam o tobie z ojcem. Zobaczę, co będzie, i o tym cię zawiadomię". Jonatan mówił życzliwie o Dawidzie ze swym ojcem, Saulem; powiedział mu: "Niechaj nie zgrzeszy król przeciw swojemu słudze, Dawidowi! Nie zawinił on przeciw tobie, a czyny jego są dla ciebie bardzo pożyteczne. On przecież swoje życie narażał, on zabił Filistyna, dzięki niemu Pan dał całemu Izraelowi wielkie zwycięstwo. Patrzyłeś na to i cieszyłeś się. Dlaczego więc masz zamiar zgrzeszyć przeciw niewinnej krwi, bez przyczyny zabijając Dawida?" Posłuchał Saul Jonatana i złożył przysięgę: "Na życie Pana, nie będzie zabity!" Zawołał Jonatan Dawida i powtórzył mu całą rozmowę. Potem zaprowadził Dawida do Saula i Dawid został u niego jak poprzednio.

    (Ps 56 (55), 2-3. 9-10. 12-13)

    REFREN: Bogu zaufam, nie będę się lękał

    Zmiłuj się nade mną, Boże, bo prześladuje mnie człowiek,
    uciska mnie w nieustannej walce.
    Wrogowie moi wciąż mnie prześladują,
    liczni są ci, którzy ze mną walczą.

    Ty zapisałeś moje życie tułacze
    i przechowałeś łzy moje w swym bukłaku,
    czyż nie są spisane w Twej księdze?
    Odstąpią moi wrogowie w dniu, gdy Cię wezwę,
    po tym poznam, że Bóg jest ze mną.

    W Bogu pokładam nadzieję, nie będę się lękał,
    cóż może uczynić mi człowiek?
    Wiążą mnie, Boże, śluby, które Ci złożyłem,
    Tobie oddam ofiary pochwalne.

    Aklamacja (2 Tm 1, 10b)

    Nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus, śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię.

    (Mk 3, 7-12)

    Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: "Ty jesteś Syn Boży". Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

Refleksje

Źródła nie znaleziono

Radio VIA - Posłuchaj

Radio VIA Posłuchaj klikając w symbol Play
Lub kliknij logo radia (nowe okienko)
 radio icon100

Szukaj na stronie

Losowe zdjęcie